View Colofon
Original text "Het is oké" written in NL by Aya Sabi,
Other translations
Proofread

Marta Pustuła

Published in edition #2 2019-2023

Jest okej

Translated from NL to PL by Ewa Dynarowicz
Written in NL by Aya Sabi

Zabiera swój ekspres do kawy. Nie wie, kim jest. Wie jedynie, że jest właścicielką w pełni automatycznego ekspresu do kawy De'Longhi Magnifica S ECAM20.110.B. W wersji czarno-szarej. Ponieważ nic więcej nie pamięta, każdy szczegół ma znaczenie. Gdy rano maszyna z potwornym hałasem zaczyna mleć ziarna kawy, natychmiast się budzi – podobnie jak jej sąsiedzi. Ekspres kupiła okazyjnie na Coolblue i przez cztery dni każdego ranka czekała na niego w oknie.

Dzień dobry, witaj w bpost!
Cieszymy się, że możemy Ci pomóc, odpowiadając na Twoje pytania.
30 marzec 2020 10:04 a.m.

Dzień dobry! Moje zamówienie nr 323211191400038556970030 miało zostać dostarczone w sobotę, teraz na stronie nie ma o nim żadnej informacji.
30 marzec 2020 10:05 a.m. ˅


W międzyczasie co pięć minut klikała track and trace. Potem zaczęła odświeżać nie tylko track and trace, ale i swoje wiadomości na Twitterze, bo, mój Boże, jaką miała ochotę na cappuccino z odpowiednią ilością pianki – nie za dużo – i na dobrą kawę. Wszystkie cappuccino, które do tej pory piła, były za słabe, a espresso zbyt mocne. Powiedziała wtedy, że brak jej cierpliwości i że jest amatorką kawy, „niecierpliwą amatorką kawy, która kawę pije ze szklanki, nie z porcelany”. Nie wiedziała, że jej zaburzenia lękowe się nasiliły, bo się pogubiła, a ten ekspres do kawy był jej nową obsesją, dzięki której nie musiała się do tego przyznawać. Wpisała w Google: „Co zrobić, by ziarna kawy dłużej zachowały świeżość?” oraz „Jak uzyskać idealną warstwę pianki?”. Instrukcję przeczytała w Internecie, jeszcze zanim urządzenie dotarło. Kiedy ma się piwnicę, strych, trzy sypialnie i kuchnię o powierzchni dwudziestu metrów kwadratowych, można się łatwo zgubić (nawet jeśli piwnica przez pół roku jest zalana). Dopóki patrzy przez okno, czekając na coś innego, nie musi się rozglądać w środku, nie musi nic robić.

Zabiera swój ekspres do kawy. Zamyka za sobą drzwi. To scena jak z filmu, ale nie rejestrują jej kamery, nie jest bogatą aktorką, która za tę rolę dostaje miliony, ba, nie ma nawet scenarzysty, który wiedziałby, co się wydarzy jutro rano.

Nie wie, co będzie dalej. Wie tylko, że tak musi być. Wie też, że Virginia Woolf byłaby z niej dumna, choć ona wolałaby, żeby życie było łatwiejsze, a wszystko nie musiało stanowić tak wielkiego wyzwania, wolałaby być zwykłą kobietą, którą zwyczajny ktoś kiedyś po prostu zwyczajnie pokocha.

Wynajęłam pokój.
13: 37

Zamykam ten rozdział mojego życia.
13:37

Tak będzie lepiej
13:37

Odzyskałaś kontrolę
13: 37


To nie powinno być takie trudne, więc dla okruchów miłości czy czegoś, co ją przypomina, stara się być nieskomplikowaną kobietą. Szykany w cukrowej polewie smakują równie słodko. Jeśli ona cztery razy powtórzy słowo „przepraszam”, na pewno będzie okej. Jeśli tylko potrafi zrozumieć, dlaczego ktoś zachowuje się w okrutny i irracjonalny sposób, to znaczy, że tak naprawdę to nie jego wina. Nie jest ukochanym, jest postacią, z bólami i lękami z dzieciństwa, które się ujawniają i których ofiarą ona chętnie się stanie. Miłość jest poświęceniem, prawda? Jeśli go nie rozumie, to prawdopodobnie niewystarczająco się stara. Tymczasem przeciska się przez wszystkie scysje, oczekiwania i kłótnie. Za każdym razem przybiera inną postać, aby wpasować się w przestrzeń, która jest jej dana, tak by niczego nie przewrócić, by nie zachwiało się nic, co mogłoby choćby w najmniejszym stopniu zakłócić spokój. Daje z siebie wszystko. Składa siebie w ofierze: na stos z kobietą, którą tworzyła przez dziesiątki lat, niech płonie, kiedyś okaże się, że było warto. To nie wystarcza. Nawet jeśli nic już z niej nie zostaje. Jej terapeutka powie, że to jak chwytanie ludzi za kołnierz, potrząsanie nimi, wołanie: „Cholera, kochaj mnie”. Będzie czekać, aż kobieta w okienku Zooma powie, że nie musi tego robić. Terapeutka powie jednak, że nie wie, czy to konieczne. Dlaczego nie może powiedzieć, że wie na pewno, że nie trzeba łapać ludzi za kołnierz, że jest w niej wystarczająco dużo piękna, by być kochaną, że nie musi się tak bardzo starać, by kogoś do siebie przekonać? Chce być dla kogoś innego tym, czego sama nie zaznała. Niektórzy chcą zostać astronautą lub matką. Ona chce być wieczną ukochaną, kochającą miłością na wieki. Na swojej liście rzeczy, których nie powinna robić, zapisze: „Ostatnią rzeczą, jaką zamierzam robić, jest czekanie. Na wiadomość, słowo, które chcę usłyszeć, na uznanie, na miłość, na którą zasługuję”. Zapisze wszystko, aby pewnego dnia udało jej się tego nie robić, tak jak na liście rzeczy do zrobienia zapisuje się to, co pewnego dnia zamierza się zrobić.

Bierze swój ekspres do kawy, zamyka za sobą drzwi i przez otwór na listy wsuwa klucz do środka. Klucz chrobocze, ześlizgując się po metalowej powierzchni. To płonie przysłowiowy most. Zawsze można popłynąć wpław – ma kartę pływacką – albo zbudować nowy most, ale po co się cofać, skoro można iść do przodu? Poza tym płonące mosty dają światło. Jak kobiety w jej życiu, które codziennie będą ją pytać, jak się miewa. Odpowie im, że dobrze, sama się temu dziwiąc. Pomyślą, że robi po prostu dobrą minę do złej gry, ale nie może kłamać, że jest źle, bo nie jest. Pomyślała o wszystkim. W Nowy Rok wyśle do każdej z nich prywatną wiadomość, że jeśli kiedyś będą jej potrzebować, mogą na nią liczyć, ale ma nadzieję, że nigdy nie będą jej potrzebować tak bardzo, jak ona potrzebowała ich w minionym roku. Nauczy się nowych pojęć: mortification czy the narcissist, lovebombing i ruminating. Oduczy się innych, takich jak żal i wstyd oraz niepohamowana potrzeba potwierdzenia własnej wartości (to pięć słów, ale niech będzie). Będzie je zapisywać obok siebie i jedne pod drugimi, układać z nich zdania. Im więcej zna słów, tym więcej tekstów może stworzyć. Będzie wiedziała, że nic z tego, co ją spotkało, nie definiuje tego, kim jest. Definiuje ją, co z tym zrobi. Rozwiodła się – to fakt – nie jest kobietą rozwiedzioną – nie na zawsze. On nie może jej napiętnować, ona nie jest przecież krową. Uważa, że to okropne. Że są ludzie, którzy żerują na jej wnętrzu, którego nigdy nie była świadoma, którego sama nie widziała, ale które najwyraźniej jest na tyle widoczne, by je wykorzystać: jej wieczne poczucie winy, potrzeba potwierdzenia własnej wartości, poczucie bezwartościowości, chęć bycia zauważoną, uzależnienie od miłości. To straszne, że niektórzy ludzie są tak puści w środku – bez uczuć, bez empatii, bez osobowości – że pociąga ich wszystko to, czego ona ma w nadmiarze, że muszą sięgać po to, czego ty masz w nadmiarze. W artykułach czyta, że powinna to traktować jako komplement. Że na pewno jest wyjątkowa. Nie chce być wyjątkowa. Jest oburzona tym, jak niesprawiedliwy jest świat: przecież jeśli naprawdę brakuje mu fragmentów mózgu, to nic nie da się zrobić, nie można go wyleczyć. Przecież nie skonstruował sam swojego umysłu, nie wygryzł z niego kawałka. To on jest ofiarą. Ona jedynie przypadkową poszkodowaną.

Bierze swój ekspres do kawy, zamyka za sobą drzwi i przez otwór na listy wsuwa klucz do środka. Właściwie powinna płakać, myśli, ale nie płacze. Myśli, że powinna mniej myśleć o tym, co powinna zrobić. Przez długi czas życie kobiety było proste. Rodziła się i umierała. Pomiędzy jednym a drugim działy się różne rzeczy, na które nie miała wpływu. Proste nie oznacza łatwe. Życie kobiety nigdy nie było łatwe. Było nieskomplikowane: jeśli jest tylko jedna droga, nie można się zgubić. Chodzi nie o to, co konkretnie zmienia się dla kobiet – że mogą prowadzić samochód, studiować i pewnego dnia być może zarabiać tyle samo, co mężczyźni – ani o to, jak rośnie lub maleje ich pozycja w patriarchalnym społeczeństwie, które bitwy wygrywają, a które przegrywają, o mrówcze kroczki do przodu, a od czasu do czasu krok wielkości stopy olbrzyma do tyłu. Nie. To zmiana w ramach jednego życia i to, jak kobieta niesie ją w swoich rękach. To znaki pierwszeństwa przejazdu na drodze, zjazdy w lewo i w prawo, znaki stopu i objazdy. To błądzenie. Nie ma już jednej właściwej drogi. Są rozgałęzienia torów, wszystkie możliwe miejsca, w których się przecinają i w których pociągi jadące z pełną prędkością mogłyby się zderzyć i rozprysnąć na metalowe kawałki. Tak się właśnie stało. To szlabany, migające światła, korki. To ronda. Jeżdżenie w kółko, do zawrotu głowy, ale bez docierania do domu. Jest okej. Chaos w głowie, zagadki w sercu. Paradoks, którym jest ona sama. Jest okej. Wciąż będą się zdarzały dni, kiedy będzie się czuła zagubiona, i w te dni, jeśli będzie ciepło, kupi sobie mrożoną kawę i wypije ją, siedząc na schodach kościoła i gapiąc się na przechodniów. Spacerem wróci do domu, coś sobie ugotuje i będzie się cieszyć tym, jak zwyczajne są te dni. Zamieni strach w zaufanie, a znudzenie w spokój. Zrozumie, co miał na myśli Lucebert, pisząc: „Wszystko, co ma wartość, jest bezbronne”. Powtórzy więc to, czego się dotąd nauczyła, aby jednak spróbować się obronić:


1. Odmawia milczenia.

2. Odrzuca wygodę i przyzwyczajenie.

3. Odrzuca obojętność i zgorzknienie.

4. Odrzuca wszelkie etykiety, nazwy i ślepe zaułki.

5. Odmawia kapitulacji, odrzuca rozcieńczone wino, ale i upojenie.

6. Odrzuca klapki na oczach i arogancję, ale zamierza zająć tyle miejsca, na ile jej zdaniem zasługuje, a zasługuje.

7. Odmawia umniejszania siebie, aby inni mogli poczuć się więksi.

8. Ale nie każda bitwa jest jej bitwą.


Bierze swój ekspres do kawy, zamyka za sobą drzwi i przez otwór na listy wsuwa klucz do środka. Zapada zmierzch i ulica jest wyludniona. Nikt nie widzi, jak odchodzi. Nie ma pożegnalnego wieńca, pochodu triumfalnego. Kryjąca się w niej zraniona dziewczynka chce usłyszeć, że postąpiła słusznie, kobieta, która ją otacza, wie, że postępuje słusznie, już nie walczy.

More by Ewa Dynarowicz

Półżycie

Casablanca, 1954 Spośród odgłosów bawiących się dzieci codziennie wyławia kilka dźwięków, których kurczowo się uczepia. Zbiera nieliczne odgłosy dochodzące zza ściany. Mimo że nigdy nie opuszcza swojego pokoju, po kilku miesiącach zna wszystkich sąsiadów, wie, że do ludzi obok ciągle przychodzą wierzyciele, co nie ma sensu, bo mężczyzna nie zamierza zapłacić. „Po moim ogołoconym z organów trupie”, słyszy, jak mówi do żony, gdy wierzyciele znikają. Kiedy wychwytuje takie rzeczy, czuje się częścią historii i tajemnic innych ludzi. Naprzeciwko mieszka staruszek, który każdego ranka stawia stołek...
Translated from NL to PL by Ewa Dynarowicz
Written in NL by Aya Sabi

Portret

Dom miał dębowe drzwi i okazałą fasadę, nie było tabliczek z nazwiskami mieszkańców. Trochę trwało, zanim David zszedł na dół, więc stałam i rozglądałam się po ulicy, która była spokojna i biała, nie do porównania z dzielnicą przy kanale, gdzie mieszkałam z Sam. Balansowałam pomiędzy rozmarzeniem a rozgoryczeniem, jak często w konfrontacji z rzeczami, na które nie było mnie stać. Otworzył drzwi i uśmiechnął się do mnie. Koszulę miał rozpiętą. Weszłam za nim po schodach i znowu powitał mnie jego zapach, orzechów i terpentyny. W atelier panował nieład, podobnie jak poprzednim razem, ale coś jak...
Translated from NL to PL by Ewa Dynarowicz
Written in NL by Hannah Roels

Nici

Poszukiwania zaczynam nieświadomie. Czuję się z nią związana w niepokojący, niewytłumaczalny sposób, a jej zniknięcie pozostawia wiele pytań. Po przebudzeniu zastanawiam się, gdzie śpi i jak żyje. Nie przestając o niej myśleć, miękko i przytulnie masturbuję się w pościeli, obserwując chmury przez uchylane okno. Mijając stoiska z owocami w naszej dzielnicy, koniuszkami palców przesuwam po skórkach pomarańczy, aż znajduję taką, która mi ją przypomina, taką o doskonałych porach. Na jej zajęcia jogi trafiłam z powodu uporczywego bólu szyi. Fizjoterapeuta zalecił właśnie metodę Iyengara, ponieważ ...
Translated from NL to PL by Ewa Dynarowicz
Written in NL by Hannah Roels
More in PL

Wyprawa na fajerwerki, czyli rzecz o Unii Europejskiej i młodych ludziach

Jak przystało na człowieka mało obytego, wszedłem do klubu tuż po otwarciu, w porze, kiedy młodzi bywalcy dopiero wprawiają się w dobry nastrój w okolicznych barach. Na opustoszałym parkiecie tańczyły na razie tylko światła, a kawałki puszczane przez DJ-a przypominały raczej buddyjskie mantry niż mroczne satanistyczne bity. Lśniąca wilgocią podłoga zdradzała, że jeszcze pół godziny temu po sali krążyła ekipa sprzątająca. Oddałem się więc rozmyślaniom nad przewrotnością losu, raz po raz wędrując po piwo – korzystałem z faktu, że przy barze nie ma jeszcze kolejek. Gdybym przyszedł później, ochro...
Translated from CZ to PL by Agata Wróbel
Written in CZ by Ondrej Macl

Diário de uma portuguesa em Angola

Prolog Całymi latami bombardowano mnie opowieściami o Angoli. Popadającymi ze skrajności w skrajność doniesieniami o ludziach zakochujących się w tym kraju od pierwszego wejrzenia i czujących się tam jak w domu oraz o tych, którzy tego miejsca nie znoszą i nie są w stanie się w nim odnaleźć. Niezwykłymi historiami, zupełnie jak z kart książek, ponieważ jakaś cząstka mnie nie wierzyła, że mogły się wydarzyć naprawdę. Zawsze sądziłam, że w tych opowieściach jest spora doza przesady. Jak wiadomo, każdy lubi nieco podkoloryzować – a w tym przypadku raczej dodać całą paletę. Długo nie mogłam się...
Translated from PT to PL by Gabriel Borowski
Written in PT by Patrícia Patriarca

Obce miasto

Amsterdam u progu jesieni mienił się kolorami. Przywitała mnie kapryśna pogoda: raz słońce, raz deszcz – i tak w kółko, jak zdrowaśki różańca. Właśnie stoję pod mostem, czekając, aż przeleci kolejna ulewa. Tego dnia wybrałam się rowerem na przejażdżkę po okolicy. Chciałam zobaczyć słynne poldery, kanały ciągnące się w poprzek soczyście zielonych łąk, wiatraki, które górują nad krajobrazem, rozpościerając ramiona niczym strachy na wróble. To miała być moja pierwsza wycieczka, początek przyjaźni między mną a nowym miejscem – krajem znanym ze wspaniałej architektury, gdzie planowałam pomieszkać p...
Translated from CZ to PL by Agata Wróbel
Written in CZ by Anna Háblová

Płastuga

Unoszę się z twarzą zanurzoną w wodzie i nakazuję sobie spokój. Nie zwracaj na siebie uwagi, nie marnuj energii. Po prostu trwaj. Wydychaj powietrze powoli, bardzo powoli. Małe bąbelki uciekają w górę, łaskocząc mnie po policzkach. W ostatniej chwili moim ciałem wstrząsną spazmy, a skurcz brzucha zmusi usta, by się otwarły, i właśnie w tym momencie zdecydowanym, spokojnym ruchem uniosę głowę nad wodę i wezmę głęboki wdech. – Siedemdziesiąt dwie sekundy! – nie zawoła nikt. Oto umiejętność, która nie prowadzi w życiu donikąd. Co najwyżej przybliża do siebie samej. Siedzę na dnie basenu i pat...
Translated from NL to PL by Olga Niziołek
Written in NL by Nikki Dekker

Szczerze mówiąc, kochanie, nic mnie to nie obchodzi

Marek rzuca mnie na łóżko, a coś w jego twarzy i w sposobie, w jaki mnie chwycił, sprawia, że zupełnie tracę orientację, jakby zmiotła mnie lawina; nagle nie umiem powiedzieć, gdzie jest góra, gdzie dół. Trwa to zaledwie ułamek sekundy, już po chwili jego ręce wyciągają mnie na powierzchnię – wciąż leżę na materacu, ale góra i dół nieodwołalnie wracają na swoje miejsce. I dopiero teraz zdaję sobie sprawę, co widziałam, dopiero teraz to do mnie dociera, choć jeszcze nie w pełni: krótki, ulotny rozbłysk, jak kiedy ktoś na moment zapala światło i zaraz je gasi. Człowiek wie, że coś zobaczył – naw...
Translated from CZ to PL by Agata Wróbel
Written in CZ by Lucie Faulerová

Zmiana zdania

Maixa radzi, żebym wymawiała wyraźnie wszystkie sylaby, nie siliła się na londyński akcent, nie zatrzymywała się za długo przy części teoretycznej, sprawdziła przed rozpoczęciem obrony sprzęt komputerowy, była korna, zapisała sobie pytania i sugestie komisji i zaprosiła ich na obiad w restauracji z zamkniętym menu. June uważa, że pomysł z restauracją jest do bani i sugeruje catering na wydziale, cytat Webera, połówkę valium do śniadania i podwózkę do Gasteiz. Przystaję na bibliografię i transport. Ruszamy z Bilbao z moją mamą, kuzynką i chłopakiem, ściśnięci na tylnym siedzeniu, z migocącą la...
Translated from ES to PL by Katarzyna Górska
Written in ES by Aixa De la Cruz Regúlez