View Colofon
Original text "Amanhã" written in PT by Patrícia Patriarca,
Other translations
Proofread

Marta Pustuła

Published in edition #2 2019-2023

Jutro

Translated from PT to PL by Gabriel Borowski
Written in PT by Patrícia Patriarca

Carlota leżała na wznak, przyjemnie otulona miękką pościelą, ze wzrokiem wbitym w niewidzialny punkt na suficie. Próbowała uspokoić oddech przyspieszony złym snem, z którego właśnie się wybudziła. Nie pamiętała już, co tak naprawdę jej się przyśniło, ale zostało jej wspomnienie rozpaczliwego poczucia, które zmusiło ją do powrotu na jawę. Odkąd się przebudziła, starała się na wszelkie sposoby, jakie mogła sobie przypomnieć, spowolnić rytm pracy serca – jak dotąd bezskutecznie. Zrezygnowała, zsunęła z siebie narzutę i wstała z łóżka, czemu towarzyszyło niezadowolone miauknięcie Matiasa, rudego pręgowanego kota, który leżał spokojnie obok niej. Poszła boso do kuchni i chłód podłogi przywrócił jej poczucie rzeczywistości. Nie chciało jej się jeść ani pić i nie wiedziała, po co tam idzie. Chciała się czymś zająć, żeby drobne czynności odpędziły mętlik w głowie. Wstawiła wodę i bezwiednie wyjęła z pudełka torebkę herbaty. Poczuła dreszcz, który nie miał nic wspólnego z temperaturą. Wlała wrzątek do filiżanki, usiadła na kanapie, owinęła się narzutą i spróbowała uciec od nieustannie zaprzątających jej głowę myśli. Matias, który ruszył za nią do kuchni, łasząc się i przypominając o swojej obecności, wdrapał się jej na kolana, ułożył z głośnym pomrukiem i pozwolił głaskać się po brzuchu, dzięki czemu trochę się wyciszyła. Gdy w środku nocy ogarniał ją niepokój, kot zapewniał doskonałe towarzystwo. Podobnie muzyka, dlatego Carlota nałożyła słuchawki i pozwoliła, by dźwięki powiodły ją w jakieś bezpieczne miejsce, do którego niepokój i rozpacz nie mają dostępu.

Świt zastał ją w tym samym miejscu. W uszach nadal rozbrzmiewała jej muzyka, a w oczach malowała się konieczność stawienia czoła kolejnemu porankowi. Czarne myśli, które dawniej nachodziły ją wyłącznie w nocy, teraz towarzyszyły jej także w ciągu dnia. Jej umysł zamieniał się w takich momentach w splątany kłębek chęci i pragnień, które nijak się miały do rzeczywistości. Skąd ta cała rozpacz? Z pewnością brała się z tego, co społeczeństwo uznaje za konieczne i kluczowe, by osiągnąć szczęście. Carlota zawsze postrzegała się jako szczęściarę. Miała pracę zapewniającą jej stabilność finansową, rodzinę, którą można by określić jako zwykłą i troskliwą, a także trwały związek rozwijający się zgodnie z oczekiwaniami. Eduardo okazał się świetną partią: był wrażliwy i łagodny, a w jego oczach dostrzegała zarezerwowaną tylko dla siebie czułość. Słowem, które najlepiej oddawało ich relację, było jej zdaniem „bezpieczeństwo”. Nie przypominała sobie ani jednej kłótni. Marzyli sobie o wspólnym mieszkaniu, ślubie, zakładaniu rodziny, o sobotach spędzanych w domu i na spotkaniach z przyjaciółmi oraz niedzielnych obiadach z najbliższymi i spacerach nad brzegiem morza, o dzieciach w najlepszych szkołach i kolacjach w dobrych restauracjach. Sielanka, prawda? Tak sądziła i uważała, że tego właśnie potrzeba jej do szczęścia, lecz teraz na horyzoncie pojawiły się wątpliwości.

Wielokrotnie łapała się na tym, że wpatruje się w zwodnicze, odmierzające upływ godzin wskazówki zegara. Ze zdumieniem zauważała, że nie ma pojęcia, gdzie podział się cały ten czas, który powinna była jakoś spożytkować, a tymczasem zgadzała się, by przeciekał jej przez palce. Niekiedy chciała zatrzymać przerażający bieg godzin, który odbierał jej spokój i okradał z ciągle odkładanych marzeń. Uznawała go za wroga. Wszyscy jej powtarzali, że trzeba się już ustatkować, założyć rodzinę, przyczynić do podniesienia przyrostu naturalnego. Jednakże nigdy, przenigdy, ani razu nikt nie zapytał jej, jak się czuje, czy jest szczęśliwa, czy chciała, aby tak właśnie wyglądało jej życie. Z jednej strony, może nawet dobrze. Nie była pewna, co miałaby odpowiedzieć. Nie była pewna, czego chce, ale nie chciała zbaczać z kursu, który wydawał się wyznaczony raz na zawsze, jak biegnąca na dłoni linia życia. Jednocześnie nie dopuszczała do siebie, że jej przeznaczenie mogło zależeć od kogokolwiek innego. Niekiedy między kolejnymi falami nękającego ją niepokoju przez krótką chwilę udawało jej się zaznać odrobiny wytchnienia, momentu odpoczynku od czarnych myśli, przerwy w poczuciu osaczenia, uwięzienia w ciemnym, dusznym pomieszczeniu, pośród napierających na nią ścian, które odbierały jej resztkę przestrzeni. Spokój odnajdywała w jego obecności, bo w jego objęciach kryło się ciepło, które dawało jej nadzieję, że wszystko na pewno się ułoży. Kiedy czuła się bezpiecznie, dostrzegała, że wcale nie jest tak źle, a wszystkiemu jeszcze da się zaradzić. Była pewna, że znajdą spokojną przystań, że wspólna wędrówka upłynie bez zmartwień, bez wielkich burz, bez ogromu obaw ani zawirowań. Jednocześnie ta pewność odbierała jej oddech i kradła duszę. Jak to się mówi: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Gdzie podziała się ta intensywność, która dotychczas nadawała jej życiu kierunek? Gdzie podziały się te gorące kłótnie, przeradzające się w namiętny żar spędzonej razem nocy? Gdzie te wzloty i upadki stanowiące część dobrze przeżywanego życia? Gdzie podziała się ona sama? Z kołatającymi się po głowie pytaniami, ciężkim sercem i duszą na ramieniu poszła na spotkanie z Eduardo, by dać jeszcze jedną szansę temu, co zbudowali, i zrozumieć, czego tak naprawdę chce i co zapewni jej realne szczęście.

Zachodzące już słońce, które nadawało niebu ciepłą pomarańczową barwę, odnalazło ich na starej i pachnącej wilgocią łodzi rybackiej. Leżeli, kołysani delikatnie falami przypływu. Wcześniej spacerowali brzegiem morza, trzymając się za ręce, aż dotarli do osady rybaków, gdzie na plaży stało w bezruchu kilka czekających na lepsze dni łodzi. Carlota namówiła Eduardo, by weszli do jednej z nich. Spletli się w uścisku i wsłuchiwali w ciszę opuszczonej plaży. Złożyła głowę na jego piersi, czuła silne i równe bicie jego serca i myślała, że w tym momencie, w tej właśnie nieskończonej chwili ma wszystko, czego jej potrzeba, aby czuć pełnię spokoju. Miała wrażenie, że jej dusza jest lekka, a serce – pełne. Ciepło jego ciała tak blisko, ramię, którym ją otaczał, słodki smak kolejnych pocałunków powinny wystarczyć jej do szczęścia. Było jednak inaczej. Coś w jej wnętrzu stawiało opór, jakby ktoś starał się przecisnąć kwadrat przez otwór w kształcie trójkąta. Mogła próbować, kombinować, zmuszać się, ale to na nic, bo konflikt pozostawał. Westchnęła cicho i przygotowała się do powrotu do rzeczywistości. Ile by nie rozmyślała i starała się uporządkować wszystko w głowie, nie mogła pojąć, dlaczego to jej nie wystarczyło. Nie chodziło o brak miłości albo chęci bycia z nim, po prostu nie potrafiła wyobrazić sobie dzielenia z nim wszystkiego. Pewna jej część nadal stanowiła dla wszystkich tajemnicę – było to coś, co skrywała w swoim wnętrzu jak skarb, co broniła solidnym kamiennym murem i nie była jeszcze gotowa wyjawić.

Poczucie braku i niespełnienia towarzyszyło jej nie od dziś. Czuła, że będąc z Eduardo, zagubiła się na torach czasu. Zdarzało się, że nie była pewna, czy osoba, którą była na początku ich związku, to ta sama, która spogląda na nią z lustra. Zauważyła, że w oczach brak jej już dawnego blasku, a jej spontaniczny uśmiech ustąpił miejsca wymuszonemu, lekkiemu grymasowi mającemu przekonać innych, że wciąż jest sobą. Nie pamiętała już, czy niektóre rzeczy robiła po to, by sprawić mu przyjemność, czy sama z siebie. Nie mogła sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni podjęła jakąś decyzję wyłącznie przez wzgląd na własne dobro. Uznała, że najwyższy czas, by coś z tym zrobić. Nie chciała już dłużej myśleć. Wszystkie komórki jej ciała wołały, błagały, by podjęła jakieś działanie i otrząsnęła się z ogarniającego ją bezwładu. Nadszedł czas na zmianę. Była to jej ostatnia szansa, zanim ugrzęźnie na zawsze w życiu, które jej nie odpowiada.

Carlota wzięła głęboki wdech i westchnęła. To nie wystarczyło, więc westchnęła raz jeszcze. To był jeden z tych oddechów, które wypełniają całe ciało tlenem potrzebnym do wielkich zmian. Podniosła się, oddaliła od ciepła Eduardo i wypowiedziała dwa proste słowa, które zawsze wywracają wszystko do góry nogami: „Musimy porozmawiać”. Jak mu wytłumaczyć, że nie przestała go kochać i że to nie jego wina – że problem tkwi nie w nim, tylko w niej? Jak wyjaśnić, że niezadowolenie i nieszczęście powoli wysysają z niej życie, a wszystko, co Eduardo ma do zaoferowania, to dla niej wciąż za mało? Jak zapytać, jakim cudem on nigdy nic nie zauważył, nie dostrzegł, że Carlota, w której się zakochał, niknęła w oczach, aż w końcu przeistoczyła się w cień dawnej siebie? Musieli porozmawiać, a tymczasem łamały się tutaj dwa serca, przerywały dwa losy, dwa marzenia rozpływały się w powietrzu, łzy płynęły bezkresnym strumieniem, krzyki więzły w gardle, a związek dobiegał końca.

Chociaż w drodze do domu Carlota miała wrażenie, że serce jej pękło, czuła ból w całkowicie niespodziewanych zakamarkach siebie i nie mogła powstrzymać łez, gdzieś w głębi ducha miała przeczucie, że podjęła słuszną decyzję i wybrała to, co dla niej najlepsze. Jak miała sprawić, by Eduardo zaznał szczęścia, skoro sama była nieszczęśliwa, zagubiona i obca dla samej siebie? Matias przywitał ją w drzwiach, jakby podejrzewał, jak się czuje się jego pani. Łasił się, domagał uwagi i żądał, by wzięła go na kolana. Nie ma nic lepszego na poprawę humoru niż bezwarunkowa miłość kogoś, kto pragnie naszego dobra.

Czas płynął dalej, niewzruszony jak zawsze, bez ustanku i bez ulgi dla spóźnialskich. Kolejne noce przynosiły łagodne sny, a niepokój znikał jak przesypujący się w klepsydrze piasek. Carlota zaczęła dostrzegać niewielkie zmiany nie tyle w sobie, co przede wszystkim w tym, jak się czuła w swojej skórze. Koszmary wycofały się do części mózgu, gdzie niepodzielnie panuje zapomnienie. Troski i czarne myśli odleciały w siną dal. W końcu budziła się znów z wyrazem zadowolenia na twarzy i odnajdywała przyjemność w najmniejszych, niedostrzeganych od dawna drobiazgach. Jej znakami rozpoznawczymi były od zawsze pełen blasku uśmiech i roztaczająca się wokół niej radość. Ostatnio ta Carlota znajdowała się w ukryciu, jakby zamknięta w szkatułce, ale udało jej się odnaleźć klucz i wyjść na wolność. Znowu cieszyła się na widok zachodzącego słońca, tańczyła, gdy miała na to ochotę, czuła się piękna i spełniona. Odnajdywała szczęście w próbowaniu nowych rzeczy i błąkaniu się bez celu. Odszukała na powrót swój głos i nauczyła się kochać różne odcienie własnej istoty. Zrozumiała, że drogą do wzrostu niekiedy bywa utrata, więc tracąc Eduardo, wygrała i odnalazła siebie. Pojęła, że liczy się to, co się chce, a nie to, co narzuca społeczeństwo. Ważna jest i zawsze będzie ona sama.

More by Gabriel Borowski

Esmeralda, Presja, presja

Esmeralda Świece zamiast lamp. Wiadra zamiast klozetów. Poronienia przypadkowe, legalne i powszechne. W średniowieczu odbywał się właśnie kolejny domowy poród. Dziewczynka na szczęście przyszła na świat żywa, a przy tym okazała się pierwszym niemowlęciem o niebieskich oczach. Po raz pierwszy na powierzchni ziemi i pod błękitnym sklepieniem nieba zrodził się odcień właściwy temu, co na górze, a nie temu, co na dole. Pierwszy cud estetyki. Brązowe i/lub czarne oczy całego królestwa nigdy nie widziały niczego podobnego. Kobieta wyszła na ulicę. W jednej ręce niosła organiczne warzywa, a w dru...
Translated from PT to PL by Gabriel Borowski
Written in PT by Luis Brito

Uma bomba a iluminar a noite do Marão

Zgrubiałe od pracy palce kaleczą mi policzki, kiedy wycieram łzy, które nie przestają płynąć. Jestem przekonana, że morze nie ma granic, i nie wiem, dlaczego wciąż się boję, że w środku jestem już martwa. Czy nie zaznam spokoju nawet wtedy, gdy już wszystko się skończy? Nigdy nie widziałam morza, ale umiem wyznaczać ścieżki. Wody nie da się owinąć wokół palca, płynie, dokąd zechce, jednak ja potrafię nadać jej bieg i wykorzystać jej upór, zanim znowu mi się wymknie, ruszy ku zakamarkom i wypełni ogrom mojej niewiedzy. Nie ogarnęłam jeszcze bezmiaru zdumienia, z jakim podziwia się oceany, nie ...
Translated from PT to PL by Gabriel Borowski
Written in PT by Daniela Costa

Diário de uma portuguesa em Angola

Prolog Całymi latami bombardowano mnie opowieściami o Angoli. Popadającymi ze skrajności w skrajność doniesieniami o ludziach zakochujących się w tym kraju od pierwszego wejrzenia i czujących się tam jak w domu oraz o tych, którzy tego miejsca nie znoszą i nie są w stanie się w nim odnaleźć. Niezwykłymi historiami, zupełnie jak z kart książek, ponieważ jakaś cząstka mnie nie wierzyła, że mogły się wydarzyć naprawdę. Zawsze sądziłam, że w tych opowieściach jest spora doza przesady. Jak wiadomo, każdy lubi nieco podkoloryzować – a w tym przypadku raczej dodać całą paletę. Długo nie mogłam się...
Translated from PT to PL by Gabriel Borowski
Written in PT by Patrícia Patriarca

Rzeczy niezmienne

Nie było jeszcze we mnie ani odrobiny strachu, więc wyciągałem ręce, żebyś mnie dotknął. Twoja dłoń opadała, w tle muzyczka jak z windy, opadająca dłoń ciepła jak kluchy, żyły jak skręcone w nieustannej ciszy węże, obgryzałeś paznokcie, aż przypominały muszelki, a twoja dłoń opadała, opad, odpad, aż napotkała moją i spletliśmy dżdżownice palców. Biedaczysko. Dawniej nosiłeś mnie na rękach, wystękiwałeś w środku nocy kołysanki, chociaż sam potrzebowałeś się położyć. Wielokrotnie podcierałeś mi pupcię, wtykałeś dżdżownice w kupy, które zostawiały ślad, i ścierałeś siki z ubrań. Dawniej musiałe...
Translated from PT to PL by Gabriel Borowski
Written in PT by Luis Brito

Tapioka

Pomruk silnika należącej do stowarzyszenia furgonetki obwieścił, że nadeszła pora obiadu. Słońce prażyło tak mocno, że aż nie dało się go zobaczyć. Starzec stał pod figowcem w brudnej, rozchełstanej koszuli, a na ustach, w których trzymał papierosa, malował się ironiczny uśmiech. Przyglądał się, jak Brazylijka – dwie wielkie mokre plamy pod pachami uniformu i równie przepocone plecy – wysiada z pojazdu, bierze siatkę z jedzeniem i idzie do służącej za kuchnię przybudówki, gdzie przeważnie przesiadywał. – Panie João! Panie João! Uśmiech uwydatnił na twarzy wszystkie zmarszczki, z których spły...
Translated from PT to PL by Gabriel Borowski
Written in PT by Daniela Costa
More in PL

Jest okej

Zabiera swój ekspres do kawy. Nie wie, kim jest. Wie jedynie, że jest właścicielką w pełni automatycznego ekspresu do kawy De'Longhi Magnifica S ECAM20.110.B. W wersji czarno-szarej. Ponieważ nic więcej nie pamięta, każdy szczegół ma znaczenie. Gdy rano maszyna z potwornym hałasem zaczyna mleć ziarna kawy, natychmiast się budzi – podobnie jak jej sąsiedzi. Ekspres kupiła okazyjnie na Coolblue i przez cztery dni każdego ranka czekała na niego w oknie. Dzień dobry, witaj w bpost! Cieszymy się, że możemy Ci pomóc, odpowiadając na Twoje pytania. 30 marzec 2020 10:04 a.m. Dzień dobry! Moje zamó...
Translated from NL to PL by Ewa Dynarowicz
Written in NL by Aya Sabi

Ewolucja trzonowca

Jeszcze 47 nocy Asystent stomatologiczny wyciąga z moich ust hak. – Widzisz? – pyta niemal z dumą. Hak jest pokryty warstewką szarawej śliny. – To z kieszonki. Dziwne słowo na szczelinę między moim dziąsłem a tylnym zębem. „Kieszonka” brzmi pojemnie, jakby można było włożyć do niej klucze, a może nawet żel do rąk czy telefon. Jedyne, co znajduje się w mojej kieszonce, to przeżute resztki jedzenia sprzed miesięcy. Niewiele później zjawia się dentysta, wskazuje na ekranie komputera moją żuchwę. Dolny prawy ząb mądrości wyrósł w poprzek, jego korzenie sterczą do tyłu, a góra napiera na tyl...
Translated from NL to PL by Olga Niziołek
Written in NL by Alma Mathijsen

Dziennik

21 sierpnia Nazywam się Erik Tlomm, a to jest mój pamiętnik. Pisanie polecił mi psychiatra, być może w celu szybszego powrotu do zdrowia. Ale dla kogo mam właściwie pisać? Dla niego? Dla żony Linii? Chyba nie ośmieliłby się pokazać jej moich zapisków. Na moje wątpliwości odpowiedział: „Niech pan pisze dla siebie”. Kupiłem więc skórzany kajet i znalazłem się tutaj, przy biurku, pisząc pamiętnik dla siebie, i nie mogę pozbyć się dziwnego uczucia, że ​​piszę też dla kogoś innego – ale dla kogo? 22 sierpnia Chciałbym wyjaśnić swój pierwszy wpis do pamiętnika (komu? sobie? jemu? tobie?): przeżył...
Translated from SL to PL by Joanna Borowy
Written in SL by Mirt Komel

Aleksandra Lipczak Themed Text

Dwudziesty ósmy listopada 2020 roku, miesiąc po tym, jak upolityczniony Trybunał Konstytucyjny zdelegalizował aborcję w Polsce. Magda Dropek, jedna z organizatorek protestów kobiet w Krakowie, napisała na Facebooku: Przez kilka lat wspierania działań ulicznych jednego byłam pewna: nie potrafię krzyczeć, skandować, jestem zbyt chaotyczna, by sprawnie i logicznie mówić, dlatego dobrze czułam się zawsze w przelewaniu myśli, ale na papier/ekran, pisaniu, komunikacji bez głosu. No i mój głos, nie cierpię swojego głosu. W ostatnich tygodniach krzyczę jak nigdy, z trzewi, ze środka, z przepony, se...
Written in PL by Aleksandra Lipczak

Przebłyski

W zbiorze esejów zatytułowanym Zen w sztuce pisania Ray Bradbury notuje, że między dwudziestym czwartym a trzydziestym szóstym rokiem życia w wolnych chwilach spędzał czas na spisywaniu listy rzeczowników. Taka lista mogła wyglądać mniej więcej następująco: JEZIORO. NOC. ŚWIERSZCZE. JAR. STRYCH. PARTER. KLAPA. DZIECKO. TŁUM. NOCNY POCIĄG. SYRENA PRZECIWMGŁOWA. BUCZEK MGŁOWY. SIERP. KARNAWAŁ. KARUZELA. KARZEŁ. GABINET LUSTER. SZKIELET. Ostatnio przydarzyło mi się coś podobnego. Wychowałam się w rodzinie, która zapewniła mi dobrą edukację i nauczyła dobrego obcowania ze światem, ale ostatnio ...
Translated from IT to PL by Mateusz Kłodecki
Written in IT by Sara Micello

Nadejście

Sprawy przybrały dziwny obrót pewnego niedzielnego sierpniowego poranka, kiedy pierwsi przechodnie przemierzający plac Parvis Notre-Dame – pracownicy okolicznych bistr – dostrzegli jakiś bliżej nieokreślony obiekt, coś, co wyglądało jak gigantyczny pocisk ułożony na ziemi z czubkiem skierowanym w stronę katedry i denkiem w stronę prefektury policji. Na pierwszy rzut oka pocisk mierzył około dwudziestu metrów długości i pięciu metrów średnicy. Barmani i kelnerzy podchodzili bliżej z zaciekawieniem, okrążali obiekt, po czym wzruszali ramionami i wracali do swoich restauracji. Tak to wyglądało ko...
Translated from RO to PL by Olga Bartosiewicz-Nikolaev
Written in RO by Alexandru Potcoavă